SERWISY   Foto Internet Kamery Kartki Ogłoszenia Pozlinki PYRYPY Reportaże Tapety Zabawa

        Poznańskie kamienice     

 

"Kształt każdego domu mieszkalnego, a więc i wielomieszkaniowej kamienicy czynszowej był i jest zależny od potrzeb przyszłego mieszkańca. Potrzeb tych nie sposób oddzielić od jego statusu społecznego, wykształcenia, zajmowanego stanowiska, czy wykonywanego zawodu. Istniała i nadal istnieje różnica pomiędzy modelem mieszkania inteligenta, urzędnika, czy wreszcie robotnika, a i w tym przypadku należy zauważyć zarysowujące się rozwarstwienia w ramach tej samej klasy. W wieku dziewiętnastym i początkach dwudziestego właśnie mieszkanie, jego kształt, położenie, wysokość pomieszczeń i ich umieszczenie na poszczególnych piętrach stały się wyróżnikiem statusu społecznego zamieszkujących je ludzi, tak jak dzisiaj probierzem statusu społecznego stała się marka posiadanego samochodu."
Jan Skuratowicz

Poznań przełomu wieku XIX i XX był areną intensywnych zmagań ideologicznych i narodowościowych. Tkanka architektoniczna miasta uwikłana w niepowtarzalny splot czynników wynikających ze złożoności jego struktury przestrzennej, struktury ludności, rozmaitych grup narodowościowych tworzących ówczesne poznańskie społeczeństwo, rozrastała się dynamicznie, lecz powodowana niezwykłą sytuacją. Narastające od lat siedemdziesiątych XIX wieku polsko - niemieckie konflikty nabrały właśnie wówczas ogromnej ostrości. Podsycany przez władze państwowe pruski nacjonalizm, usiłował zrealizować w Poznaniu to, czego nie udało się zrealizować na prowincji - pokonać Polaków, zmieniając kulturową przestrzeń w jakiej się znajdowali. Była to nie tylko polityka germanizacji brutalnymi środkami, ale bardziej przemyślane oddziaływanie na psychikę mieszkańców miasta. Wyjątkowa "gra" pomiędzy zaborcami a poznańskim społeczeństwem, zaowocowała całkowicie nowym wizerunkiem Poznania. Jako swoista odpowiedź na powstanie, między innymi, Zamku Cesarskiego, budynku Dyrekcji Poczty, Akademii Królewskiej, Teatru Miejskiego, Muzeum im. Cesarza Wilhelma, z inicjatywy polskiej zaistniał Teatr Polski, Bazar, Bank Przemysłowców, gmach Towarzystwa Przyjaciół Nauk, budynek Towarzystwa Union. Słaby stosunkowo rozwój polskiego mieszczaństwa, brak stosownych kapitałów oraz ciągłe naciski pruskich władz, nie pozwoliły na większą skalę rozwinąć działalności budowlanej - jednak inicjatywy Polaków, mimo, że skromniejsze, zaważyły na dzisiejszym wyglądzie miasta.

Zróżnicowanie narodowościowe miasta, w którym istotną rolę pełniła społeczność pruskich urzędników i wojskowych, silna pozycja neutralizującej się w mieście licznej grupy żydowskiej, a po roku 1890 wzrost ludności polskiej, spowodowany wchłonięciem mieszkańców podpoznańskich wsi - przyniosły istotne zmiany także w sferze kształtowania się modelu mieszkania. Architektura dopasowywała się stopniowo do nowych potrzeb. Niezwykle ważnego znaczenia nabierała lokalizacja obiektów mieszkaniowych. Istniały niepisane reguły określające rangę poszczególnych dzielnic. Jedne były lepsze, drugie gorsze, w jednych ograniczano zabudowę wielomieszkaniową, nie dopuszczano do pojawiania się prymitywnych domów czynszowych, preferując luksusowe wielopokojowe domy-wille. W innych, ze względu na ukształtowanie terenu, położenie, czy lokalizację przemysłu - właśnie taka wielomieszkaniowa architektura stanowiła istotny element kształtujący krajobraz miasta.

Rosnące ceny ziemi w śródmieściach wielkich miast zmuszały do podnoszenia ku górze zabudowy mieszkaniowej, do coraz to większego ograniczania powierzchni podwórzy czy wcześniejszych ogrodów. Dodatkowym problemem Poznania było zamknięcie w wałach twierdzy. Rosły ceny gruntów. Mniej więcej od lat sześćdziesiątych XIX wieku jako model przyjęła się w Poznaniu trzypiętrowa kamienica z oficynami i domem tylnym. Od frontu, na każdym piętrze, znajdowały się dwa mieszkania; z reguły te na pierwszym piętrze uważane były za najbardziej prestiżowe. W tylnej części domu i w oficynach znajdowały się mieszkania mniejsze, tańsze, znacznie gorzej wyposażone. W najlepszych dzielnicach frontowe i tylne pomieszczenia stanowiły całość - duże, luksusowe mieszkania dzieliły się na paradne pokoje od frontu oraz sypialnie, łazienkę, kuchnię z zapleczem od strony podwórza. Kondygnacja parterowa domu mieściła najczęściej lokale sklepowe, często połączone z mieszkaniem kupca. Wejście do kamienicy z reguły prowadziło przez szeroką sień przejazdową, w której tylnej części umieszczone były schody. Dekoracja sieni była coraz bardziej wzbogacana z biegiem czasu, a w późniejszym okresie, ewolucji podlegać zaczęło umiejscowienie klatki schodowej, początkowo zintegrowanej z sienią, później jednak wydzielanej, ostatecznie oddzielonej od niej ścianą.

Po 1900 roku daje się w Poznaniu wyróżnić kilka modeli przestrzennego rozwiązania mieszkania w kamienicy. Najniższy standard (pomijam mieszkania w suterenach i na strychach) stanowiły dwie izby mieszkalne z kuchnią i toaletą, nieco później także łazienką. Drugi stopień dobrobytu to standard czterech pokoi, kuchni i łazienki. Obowiązywał on powszechnie w realizacjach spółdzielczych przeznaczonych dla urzędników. Stopniem pośrednim, dość licznie w Poznaniu reprezentowanym, było duże mieszkanie, do pięciu pokoi z wszelkimi dodatkami, podobne w planie do spółdzielczego, jednak o znacznie większych i wyższych pomieszczeniach, których układ był bardziej zróżnicowany (pojawiła się reprezentacyjna jadalnia w miejscu połączenia domu z oficyną). Takimi mieszkaniami zabudowane zostały w większości nowe zachodnie dzielnice miasta. Znaczna cena wynajmu, przekraczająca 1500 marek rocznie, stanowiła istotną cenzurę, skutecznie nie dopuszczając do reprezentacyjnych dzielnic ludzi biedniejszych. Mimo to, ciekawą sprawą jest pewna powściągliwość, niekiedy przypadkowość w realizacjach, chociażby na Jeżycach. Charakterystyczna mieszanka pierwotnej, często szachulcowej zabudowy, z luksusowymi kamienicami, czy też konstrukcje szkieletowe, z zewnątrz tylko osłaniane nowoczesną dekoracją sztukatorską - wszystko to pokazuje niepewność co do decyzji likwidujących ograniczenia forteczne. Być może uważano, że większe, ozdobniejsze inwestycje są zbyt ryzykowne. Jakby jednak nie było, niektóre konsekwencje tych działań są wyjątkowo urokliwe - jak zabudowa północnej części ul. Roosevelta, czy też takie perełki architektoniczne, jak na przykład szachulcowy dom przy ul. Dąbrowskiego 17.

Nowoczesny, wyższy standard zabudowy reprezentują kamienice przy Jackowskiego i Matejki. Utrzymuje się w nich układ dwóch oficyn z tylnymi mniejszymi mieszkaniami. Dwa paradne mieszkania od frontu na każdej kondygnacji mają kilka pokoi, obszerną kuchnię, łazienkę i zaplecze. Układ pomieszczeń był często celowo komplikowany przejściami w skośnych ścianach, wzbogacaniem pokoi wysuniętymi w fasadę wielobocznymi wykuszami czy loggiami.

Najwyższy standard oferowały jednak nowe domy w centrum. Przeciętny koszt wynajmu siedmio- lub ośmiopokojowego mieszkania przy głównej ulicy przekraczał 2500 marek. Podobny czynsz był w reprezentacyjnych domach przy Matejki naprzeciw Ogrodu Botanicznego.

W odróżnieniu od Wrocławia czy Berlina skład socjalny miasta, niewielka stosunkowo grupa ludności bardzo biednej, przyniósł dość wysoko standard wznoszonych domów, a co za tym idzie, niestosowanie powszechnego w gwałtownie uprzemysławiających się ośrodkach typu kamienicy koszarowej. Inaczej niż we Wrocławiu rozwijał się u nas ruch spółdzielczy. Poparcie udzielone spółdzielniom mieszkaniowym ludności niemieckiej przez władze prowincji, przyniosło liczne, starannie wyposażone osiedla spółdzielcze, od luksusowych w dzielnicach zachodnich, po skromniejsze robotnicze na Wildzie, czy Chwaliszewie. Poza terenami dzisiejszych Al. Niepodległości zabrakło świadomie zakomponowanych dzielnic willowych, a realizacja na Sołaczu, bardzo późna, nie mogła tej sytuacji już zmienić. Podobnie nie rozwinął się na terenie miasta pomysł wielobudynkowych zespołów mieszkaniowych, tak popularnych w budownictwie berlińskim. (chyba najbardziej znanym poznańskim Wohnanlage jest budynek na zachodniej pierzei Placu Bernardyńskiego).

Nie tylko aranżacja wnętrz kamienic Poznania ulegała wielu zmianom. Ukształtowana w poprzednim stuleciu tradycja traktowania fasady domu czynszowego jako swoistej wizytówki znajdujących się w nim mieszkań, przyniosła oderwanie się form fasad budynków od ich wewnętrznego układu. Traktowane jako odrębne całości, wymieniane w miarę kaprysów obowiązującej mody, przekształcane, służące za przynętę - stanowiły i stanowią całkowicie osobne zagadnienie.